Mimo zwału śniegu zaczynam powoli wyczuwać zbliżającą się wiosnę. Jestem pewna, że to już niedługo. Czuję wracającą do mnie całą energię i chęć do życia. Jeszcze ze trzy kroki. I już. :)
skomentuj (1)
Czasami lubię tu powracać, czytać notatki emanujące moim szczęściem i ogólną radością, czasem wkurwem. Od razu pojawiają mi się w głowie wspomnienia sprzed kilku lat, które potwierdzają mnie w przekonaniu, że może wcale nie jest tak źle jak mi się wydaje. I że na bank - będzie lepiej.
Wracam tu zazwyczaj w takie dni jak dziś - kiedy czuję się beznadziejna i głupia. Kiedy dopada mnie to przegłupie uczucie, i jakaś część mnie mówi mi "Ty głupia idiotko, nigdy do niczego nie dojdziesz". I mimo, że zdaje sobie sprawę z głupot jakie mi mówi, bo przecież jak chce to potrafię. W końcu ten intelekt, ta uroda blablabla.
Czasami po prostu czuję się niedoceniania. Może pierdziele głupoty, bo biorę sobie za wiele do serca, bom wrażliwa lasencja, ale no kurde felek. Przykrość milion i tyle. Jak dobrze, że to uczucie mija. I oby mineło, szybciutko. Rach ciach i po sprawie.
skomentuj (1)
To miejsce zostało porzucone. Na stałe już raczej- moja potrzeba uzewnętrzania się po prostu umarła.
Cześć,.
skomentuj (2)
Wnioski z ostatnich wydarzeń?
Mam głowę nie tam, gdzie winnam ją mieć. Durnota ze mnie. Zła Kasia, zła.
skomentuj (1)Powoli, rzecz po rzeczy usuwamy z domu ostatnie ślady jej obecności. Walcząc z sentymentem i przywiązaniem. Ciężko tak po prostu wyrzucić tyle lat wspomnień. Strasznie ciężko.
skomentuj (0)życzę sobie, i nie tylko sobie, ażeby nowy rok był tysiąc razy lepszy od starego.
skomentuj (1)
to naprawdę koszmarne uczucie, kiedy odchodzi ktoś bardzo bliski - w czasie, kiedy odwiedziny odkładałam przez tydzień na przysłowiowe "jutro".
bo szpital, bo nienawidzę szpitali.
no i praca, uczelnia.
a przecież wszystko było dobrze, po co było się spieszyć? nic nie zapowiadało. przecież miała wrócić lada dzień..
i nie zdążyłam.
wczoraj skończyłam 21 lat.
życie sobie płynie powolutku, a ja spoglądam na nie szczęśliwymi oczętami.
tak mogłoby być zawsze:)
żyję, jestem szczęśliwa i uczę się do poprawki.
i nie mam motywacji do pisania tu czegokolwiek. :)
w sensie, że już za chwilkę ruszam swoją piękną i seksowną dupcię, by pojawić się i poświecić negliżem na mazurach. w sensie, im tez trochę mojego piękna się należy, hehe;)
jakoś z roku na rok mam mniejsze chęci na wyjazdy tego typu, z rodziną. z roku na rok coraz trudniej mi z nimi wytrzymać. jak bardzo nie kochałabym tego klimatu, żagli, wody i miłej atmosfery.. to i tak pozostaje problem związany z braćmi, którzy mało świadomi sa "kobiecej natury". zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy związane z PMSem i ogólnym wkurwem.
coś czuję, że to będą naprawdę długie dwa tygodnie. i zastanawiam się czy nie wolałabym ich spędzić miejsko, odpocząć nie tylko od nieznośnej rodzicielki, ale także od nich. a może zwłaszcza od nich.
nie marudząc na swój marny (oh) los, który naprawę nie jestem marny, ale mam dar do zaginania faktów - pozdrawiam ze wsi, w której będę jeszcze rpzez jakieś pół godizny. w sensie, liczę że w tym czasie powinno mi się udać wydostać z tej mieścinki:)
obym to jakoś przeżyła, bez większych krzywd psychicznych:)
w sensie, że czuję się zagubiona. jestem niepewna tego co robię, gdzie stoję. tak mi dziwnawo ostatnimi dniami.
ja wiem, pogoda, głupia uczelnia, w dodatku (prawie) wszyscy powyjeżdżali - wszystko sprzyja pogorszeniu samopoczucia. a jestem podatna. niestety.
i wszystko jest nie-tak jakbym chciała.
każdy się gdzieś spieszy, pędzi ślepo przed siebie. a ja stoję i, i czuję się tak potwornie samotna, smutna i zagubiona.
tak wiem, to chwilowe uczucie, będzie dobrze, kokodżambo, czym się laska przejmujesz.
wywiało mi trzeźwe patrzenie na świat. gdzieś tam, daleko. jak wróci to się z nim rozprawię. manto będzie.
melduję, że szczęście mnie nie opuszcza. mimo sesji, gubienia różnych pierdół (dzięki Bogu, mało ważnych), uciekających wajów, nieukładających się włosów, kapryśnej pogody, wyczerpujących się baterii, rozdrożu gotówkowym, małej ilości chęci oraz sama już nie wiem czego:)
jest mi dobrze, szczęśliwie i tym podobne.
Podsumowując - nie mam na co narzekać (no dobrze, zawsze by się coś znalazło), więc po prostu mnie tu nie ma:)
Żyję!
:)
cudowną wiosnę mamy, aż nie mam ochoty na marudzenie.
jest Pięknie, ot to;)
Jestem marudą. Ogromną, wielgaśną trzytonową marudą. Jak pięknie by nie było, ja i tak marudzę.
Bo PMS, bo uczelnia, bo cośtam cośtam. Dupa blada.
Siedzę i kuję, staram się nie panikować i zastanawiam się równocześnie.. Co do jasnej cholery podkusiło mnie, żeby wrócić na tą głupią uczelnie? Musiałam mieć jakieś zaćmienie psychicznie, bo inaczej tego nazwac nie umiem. Całkowicie irracjonalna decyzja.
No:)
Kokodżambo.
Chyba dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę.. w tym roku nie będzie siostrzanych imprez świątecznych, ani wakacyjnych.. Ani grillowania i sałatkowania na dziełeczce. Ani niczego z tych siostrzanych rytualnych spraw.
Bo to ona była obok, podczas Świąt, które nie należą do najpryzjemniejszych. Do pionu stawiała mnie myśl, że już niedługo pójdziemy wyszaleć z siebie negatywną energię itakdalej. Bo był ktoś, kto ZAWSZE jest obok. Mimo, że chwilami doprowadza mnie do szału i bywało bardzo nieprzyjemnie. Mimo pomimo dupa wafla kuźwa mać.
I cholera jasna. Poczułam się taka.. Samotna?
dupa.
aż chciałoby się dodać, że i tak jest Pięknie. no ale jak, skoro właśnie sobie uświadomiłam JAK bardzo BRAKUJE mi chwil spędzonych z nią?
upiłania się małą ilością alkoholu i pierdolenia głupot, bo to tak fajnie.
nie, nie, nie. koniec, bo oszaleję.
dziękuję za uwagę.
No i zapomniałam. ODczuwam ogromną potrzebę ciepła odbieranego, której nie mogę zaspokoić. Jakkolwiek to brzmi. No.
no więc, dumna żem jest z siebie niesamowicie - jestem na drugim semestrze. oj ciężkie były te osattnie dwa tygodnie, ale poświęcenie musi być;) Co bym już za jakieś 5 lat mogła powiedzieć, że jestem Piękną, starą i wykształconą bezrobotną;) Tak, to zdecydowanie brzmi dumnie i warto przechodzić przez takie "lekkie" horrory;)
a tak w ogóle.. chcieć to móc, a ja jestem przeszczęśliwa. o :)
mam plan awaryjny, czuję się taka jakby.. spokojniejsza?
chociaż nadzieja, że nie będzie trzeba z niego korzystać jest. ogromna.
czwartek, już tuż tuż.
wracam do głoszenia stwierdzenia (jakkolwiek mało poprawnie to brzmi)- i tak jest Pięknie:)
dziwne jest życie na przełomie dwóch *er*. ery Po i ery Przed. punkt przełomowy umiejscowiony w 30minutach.
i ten tok myślenia nastawiony na "dopiero Po". z przeczuciem, że to może mieć naprawdę wielkie znaczenie.
dziwny strach, a co jeśli się nie uda? znowu..
głupia panika. halo, to nic nie pomoże. bo niby wiem, niby umiem. "ale" rządzi wszystkim.
chcieć to móc, a ja tak bardzo bym chciała..
zeszłoroczne przeklinanie na temat "AE jest do dupy". nie omieszkałam sobie o tym przypomnieć. na szczęście w łagodniejszy sposób. a i tak je kocham, o:)
skomentuj (0)
I: od razu słychać, że to Ty schodzisz po schodach..
K: że jak?
I: za każdym razem słychać jak się potykasz i "o kurczę" i tym podobne
K: n/c
oddam w dobre ręcę stu procentowo działającą "damską intuicję". możliwa dopłata. pilnie.
reklamacji nie uwzględnia się. towar przygarnięty nie podlega zwrotowi. itakdalej.
życiewstresie.
przełączona na tryp "ucz się, mała cholero" czyli - bardziej oficjalny i wymowny skrót.. SESJA. oł jes, bejbe:P
oby tym razem docenili mój wkład w to cholerstwo. bo jak nie.. to Kasia będzie bardzo zła;)
wspominałam już o mojej ogromnej nienawiści do PMS? dość mam. całkowicie.
nie chcę, nie lubię, nie mam ochoty. mętnie tak..
nie chcę tak. no.
(swoją drogą, coś gęsto tu od tego PMS..)
- patrz, mówimy o imprezie a jej się zaraz oczy błyszczą..
- no.. Kasiu, Ty taka imprezowa dziewczyna jesteś?
- ja? Broń Boże!
- a jak często imrpezujesz?
- rzadko.. raz w tygodniu. może dwa?
sesja się zbliża wielkimi krokami. wiadomo..:)
tak więc pomyślałam, że przydałoby się lekkie podsumowanie.
postanowienie na nowy (w sensie obecny) rok miałam tylko jedno. chciałam poczuć się szczęśliwa i spełniona.
i satysfakcje osiągnęłam. co prawda, spełnienie stu procentowe nie jest.. ale wierzę, że jestem na dobrej drodze. zmian. itakdalej. bo wiem, że gorzej niż było, być nie może;)
aaa.. tak, w skrócie?
rok zaczęty koszmarnie. uczelnia, masa niepowodzeń, upokorzeń i różnych innych raczej mało przyjemnych spraw.
następnie w połowie roku nagła, nieoczekiwana przemiana i obrót życia o 180 stopni. i tak jest dobrze.
bardzo dobrze:)
najważniejsze - niczego, co miało miejsce nie żałuje. co prawda, żałuje kilku rzeczy, które NIE miały miejsca.. ale to inna bajka zupełnie, i zostawmy ją gdzieś w dali. wyszło mi na dobre, tak myślę:)
nic więcej nie dopowiem, życzę tylko wszystkim czytelnikom, kimkolwiek jesteście.. aby następny rok przyniósł wam więcej szczęścia niż miniony:)
do znudzenia powtarzam, nienawidzę świąt.
nienawidzę świątecznych zakupów, wymyślania na siłę prezentów "bo wypada".
nie ma.
nie będzie Świąt. nie będzie upominków. nic nie będzie. (prawie jak Kononowicz?).
a samopoczucie średnie. raz lepsze raz gorsze. bo PMS. bo jesień-zima. bo pupa wafla. bo. tak jakoś, no..
- ej, a może w przyszłym roku pojechałybyśmy na mazury bez rodziny?
- no tak, ale patentu nie mamy..
- no, któregoś brata możnaby wziąć..
(obie naraz)
- NIE MOJEGO!
- no to mamy problem;d
[w gwoli ścisłości- obie przebywając z naszymi braćmi dłużej niż 24h dostajemy szału. zwłaszcza ja. za bardzo pyskata jestem..;)]
Na dworze szaro, zimno i pochmurno. Stan psychiki określany jako typowo melancholijny z odrobiną PMSa (może nie taką "odrobiną") czyli ogólnie ujmując - jest chu-jo-wo.
Nie mam pojęcia, po co się dziś budziłam. Po co wstałam. Po co się myłam, ubierałam. Jadłam śniadanie. Wszystkie te czynności wydaję się całkowicie pozbawione sensu. Jakiegokolwiek. No bo po cholerę, żeby znów siedzieć na dupie i nudzić się jak mops?
Jeszcze trochę i zacznę szczekać. Jak mopsowac to na całego.
Sama nie wiem. Nic. Głębia smutku osiąga swoje apogeum.
Wiem, że to tymczasowe i wiem, że szybko przejdzie. Wiem, wiem, wiem.
Jednak to mi teraz nie pomoże.
Teraz jestem zła jak osa, rzucam piorunami i najchętniej zabiłabym pewnego pająka, który czai na moje życie spod łóżka. A ja czaje na jego, z Raidem w ręce.
Kumix. Czaix.
W dodatku - jest sobota, a ja jak taki idiot siedzę w domu. Bez komentarza.
Przeszłabym się do kina. Ale samej tak?
Dupa.
Nic więcej nie dodam.
nie ma sensu pchać się tam, gdzie nie ma dla mnie miejsca. znowu. no szkoda. przykro mi. bardzo.
ale i tak jest mi dobrze.
pomimo paskudnego choróbska, które się na mnie ino uwzięło. i co gorsza - przywiązało się do mnie. no i o zgrozo, ujstwo się odwiązać nie chce.
pomimo uczulenia na antybiotyk, zwłaszcza że NIGDY nie byłam alergikiem. i że tolerancje leków miałam 100%.
i wielu iszych rzeczy, o których nawet nie warto pisać.
bo po co pisać o tych głupotach, skoro ostatecznie i tak jest pozytywnie?
takijeden: trzeba by sie spotkac kiedys :)
KaSS: no;)
KaSS: zyje jakos, byle do przodu i tyle;)
takijeden: sama czy w zwiazku?
KaSS: w zwiazku ;d
takijeden: uu...
KaSS: ?
takijeden: no to sie nie spotkamy :p
czasami zastanawia mnie, czy mam się z tego śmiać? a może płakać? bo naprawdę sama już nie wiem..
w każdym bądż razie.. Pięknie jest!
:)